sty 06 2016 Historia z zycia wzięta...
Komentarze: 0

Bartek przychodził do nas do biura po swoją dziewczynę Magdę. Tak go poznałam. Był kilka lat starszy ode mnie, ciemny, wysoki brunet, wysportowany i dobrze zbudowany. Zawsze w modnych ciuchach. Od razu zwrócił moją uwagę. Niestety był zajęty. Dałam więc sobie spokój, bo przecież był facetem mojej koleżanki z biura. Wprawdzie z Magdą nie darzyłyśmy się wielką sympatią, ale nie miałam zamiaru być tą trzecią i wchodzić im w drogę. Przestałam się więc nim interesować, mimo, że samotność bardzo mi już doskwierała. Od kilku lat byłam sama. Codziennie, po pracy, wracałam do domu rodziców, i zupełnie nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Miałam już dość kłótni z mamą właściwie o wszystko. Miałam dość mieszkania z rodzicami i rodziną siostry. Nie miałam nawet komu się wypłakać. Była tylko praca i dom, i nic poza tym. Trwało to jakiś czas. Nawet nie szukałam nikogo. Czekałam, aż życie samo coś przyniesie i przyniosło.

Magda rzuciła Bartka. Ta wiadomość rozeszła się po firmie jak błyskawica. Wszyscy byli ogromnie zaskoczeni, bo przecież odbyły się zaręczyny, a Magda wybierała już sukienkę ślubną. W biurze aż huczało od plotek. Okazało się, że na wyjeździe służbowym Magda poznała Pawła. Zakochała się od pierwszego wejrzenia i rzuciła Bartka. Na mnie nie zrobiło to wielkiego wrażenia. Nadal żyłam swoim życiem. Bartek sam stanął na mojej drodze. Spotkaliśmy się przypadkiem w pubie. Poszłam zwyczajnie na piwo, on też. Przysiadł się i zaczął rozmawiać. Opowiadał oczywiście o Magdzie, chyba chciał się wyżalić. Ja słuchałam i pocieszałam go. Umówiliśmy się na następne spotkanie. Potem na kolejne i jeszcze jedno. W końcu zostaliśmy parą. Na początku byłam naprawdę zakochana. Miły, czuły chłopak, ze złamanym sercem. Przystojny, elegancki, z dobrą posadą. Czego chcieć więcej. Myślałam, że wreszcie spotkałam tego jedynego. Dobrze nam się rozmawiało, jeździliśmy na wycieczki, spotykaliśmy się ze znajomymi. Wreszcie nie byłam sama.

Nie ukrywałam przed Magdą, że spotykam się z Bartkiem. Powiedziałam jej, bo nie chciałam niejasności i zgrzytów w pracy. Była zaskoczona. Poprosiła mnie o rozmowę w cztery oczy. Zgodziłam się. W tym samym pubie, w którym spotkałam Bartka, opowiedziała mi ich historię. Mówiła o tym, że na początku był cudowny, ale później zrobił się dziwny. Zaczął ją źle traktować. Z byle powodu wpadał w furię, wyzywał ją, przeklinał. Bała się, że kiedyś ją pobije. Na szczęście spotkała Pawła. Prosiła mnie bym była ostrożna i nie podejmowała pochopnych decyzji. Kazała dzwonić, gdyby coś mi zrobił. Powiedziała również, że Bartek nadal do niej wydzwania i mówi, że ją kocha, że chce wrócić.

Ja niestety nie potraktowałam jej słów poważnie. Myślałam, że jest zazdrosna i dlatego to wszystko opowiada. Zaczęłam jej unikać i w ogóle się z nią nie kontaktowałam. Dostałam awans, przeniosłam się do innego biura i z Magdą miałam spokój.

Sielanka z Bartkiem trwała rok. Wprawdzie często go nie było, bo wyjeżdżał na szkolenia, ale wydawało mi się, że go znam. Zaręczyliśmy się. Rozpoczęły się przygotowania do ślubu. Kilka tygodni przed tą niby najważniejszą dla nas datą, coś zaczęło się psuć. Bartek stał się nerwowy. Wszystko było źle. Wyzywał mnie od najgorszych, kiedy coś mu nie poszło. Znikał na całe wieczory, albo siedział w swoim warsztacie. Wolał spotkać się z kolegami, niż ze mną. Przyjaciółka poradziła mi, żebym odwołała ślub. Bała się, że będę bardzo żałowała.
Miała nosa. Powiedziałam Bartkowi, że odwołam wszystko jeśli tak będzie nadal. Płakał, przepraszał mnie. Uwierzyłam.

Z drugiej strony wstydziłam się co ludzie powiedzą, jeśli wesele się nie dobędzie. W szafie wisiała moja wymarzona suknia. Łudziłam się, że będzie dobrze, chociaż sama w to do końca nie wierzyłam. Jeszcze w dniu ślubu miałam wielkie wątpliwości. Chciałam uciec sprzed ołtarza, ale tego nie zrobiłam. Wstyd i chęć zadowolenia rodziny zwyciężyły. Pobraliśmy się.

Od tej daty minął rok, a ja nienawidzę swojego męża. Magda mówiła prawdę. Bartek jest okropny. Wyzywa mnie codziennie. Jestem głupia, ku.., dziwk….. Nie umiem nic zrobić. Źle gotuję, źle piorę, źle sprzątam. Traktuje mnie jak życiową niedojdę, a taka nie jestem. Nie sypiamy ze sobą w ogóle. On śpi w pokoju gościnnym na kanapie, ja w naszej sypialni. Całe wieczory siedzę sama w domu. Bartek udaje, że robi coś w garażu lub wychodzi z kolegami. Dobra jestem tylko wtedy, gdy są mu potrzebne pieniądze. Ostatnio dowiedziałam się również, że spotyka się z koleżanką ze studiów. Czytałam jego smsy. Pisał w nich np., że ją kocha. Własnej żonie tego nie mówi. Zapytałam co to znaczy. Powiedział, że nic, że bardzo ją lubi, że są przyjaciółmi. Zarówno ja, jak i mąż tej dziewczyny, zabroniliśmy im się więcej kontaktować. Mąż oczywiście ze łzami w oczach obiecywał, że nie będzie do niej pisał, ani dzwonił. Kłamał. Sprawdziłam jego bilingi. Nadal są w kontakcie. Nie wiem czy między nimi do czegoś doszło, mało mnie to już obchodzi. Poniżył mnie, traktował jak psa.

Postanowiłam odejść. Ostrzegali mnie, nie posłuchałam. Teraz płacę za błędy. Na szczęście nie mamy dzieci. Mogę więc zabrać meble i odejść. Tak właśnie zrobię. Nie mogę być dłużej z kimś kto mnie nie szanuje, okłamuje i traktuje gorzej niż psa. Złożyłam już pozew rozwodowy. Wyprowadzam się do rodziców. Tak kończy się głupia miłość, a raczej rozpaczliwe poszukiwanie miłości.

Jolina   
Do tej pory nie pojawił się jeszcze żaden komentarz. Ale Ty możesz to zmienić ;)

Dodaj nowy komentarz